Płomień gniewu przeciw niesprawiedliwosci – solidarnosć w XXI w.

the-leftCo zostało z lewicy – i dlaczego potrzebujemy jej bardziej niż kiedykolwiek.

Lewica w dwudziestym pierwszym wieku przezywa swój największy kryzys w historii. Nie wynika on z elektoralnej słabosci. W poprzednim stuleciu partie socjaldemokratyczne i socjalistyczne upadały przecież w dzisiaj niewyobrażalne wyborcze głębiny. Nie wynika też z braku odpowiedzi na ekonomiczne i społeczne problemy współczesnego swiata – konsensus ekonomiczny dzisiaj jest po stronie interwencjonistycznego państwa, aktywnie partycypującego w gospodarce.

Problem lewicy jest głębszy: brak wizji jej liderów i brak ambicji jej członków.

W czasach, gdy w Polsce SLD i Razem zdobywają w sondażach poparcia po 3% głosów, a nacjonalistyczna prawica skradła socjalne slogany, musimy wrócić do źródeł naszej wiary. Wiara to najlepsze okreslenie naszej idei, że jutro może być lepsze, że gospodarka może rosnąć na korzysc wielu, a nie tylko bogatej elity, że każdy człowiek ma prawo uczestniczyć w bogactwie narodów.

Jakkolwiek patetycznie to brzmi, najkrótsze i najtresciwsze okreslenie tego, co pcha nas do polityki usłyszałem w ostatnich latach nie od socjaldemokratycznych baronów, ale od mera jednej z najuboższych dzielnic Londynu i Wielkiej Brytanii, Tower Hamlets. Tutaj bankierzy z City odbębniają swoje obowiązkowe godziny, które korporacje poswięcają na cele charytatywne. Tutaj do początku lat dziewięćdziesiątych były jedne z najwyższych wskaźników ubóstwa i analfabetyzmu w Londynie.

John Biggs, wtedy przewodniczący rady dzielnicy (o wielkosci i sile samorzadowej miasta – 284 tys. mieszkanców), a dzis jej bezposrednio wybrany mer, powiedział o swojej politycznej karierze, że pchał ją „płomień gniewu przeciw niesprawiedliwosci”. Ten gniew stał się podstawą kampanii polepszenia jakosci szkół w Tower Hamlets, poprawy jakosci usług w radzie dzielnicy, stworzenia wielu i urozmaiconych miejsc pracy. I dzisiaj to miejsce jest, dzięki laburzystowskiej działalnosci przez ponad dwadziescia lat, niewybrażalnie lepsze dla jego mieszkańców.

Jakiż kontrast stanowi Tower Hamlets z od dekad bogatą, ale rządzoną przez zideologizowanych Torysów dzielnicą Barnet, która próbowała sprywatyzować nawet przeprowadzenie wyborów samorządowych. Skończyło się to spektakularną klęską, w której tysiące uprawnionych do głosowania nie została wpuszczona do lokalów wyborczych. Rada dzielnicy zamyka ostatnie publiczne biblioteki. W Barnet przez dwadziescia lat nie budowano mieszkań socjalnych. W 2014 roku powstaly trzy.

W tym kontrascie zamyka się to, co najlepsze na lewicy z tym, co na prawicy najgorsze. Zainspirowani płomieniem gniewu przeciw niesprawiedliwosci, dziesiątki tysięcy lewicowych radnych, posłów do sejmików i działaczy lokalnych poswieca się poprawie jakosci życia swoich społecznosci. Prawica, cytując Thatcher, tkwi w przeswiadczeniu, że „nie ma czegos takiego jak społeczeństwo”.

Nasi liderzy o tym gniewie i niestającej walce o poprawę warunków życia zapomnieli. Co o losie drobnego rolnika z podkarpackiej wsi może wiedzieć Włodzimierz Czarzasty, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, który całe życie dbał o dawnych kumpli z ZSP w Stowarzyszeniu Ordynacka i lawirował w swiecie warszawskiej polityki.

Co o losie rybaka z Kornwalii może wiedzieć poseł z burżujskiej dzielnicy Islington, który w trakcie najpoważniejszych podziałów w Partii Pracy od lat pięćdziesiątych i afery, w której wyszło na jaw, że kłamał w kampanijnej reklamie, wział wolne na robienie dżemu. W wolnym czasie ten poseł odbiera pokłony od wiernych fanów, nie przejmując się zbytnio nadchodzącą wyborczą katastrofą Partii Pracy.

O płomieniu gniewu przeciw niesprawiedliwosci zapomniało też wielu szeregowych członków lewicowych partii politycznych w Europie. Coraz bogatsi (ponad połowa członków Partii Pracy w Wielkiej Brytanii mieszka w Londynie, a jej przeważająca i przerażająca większosć należy do klasy sredniej), coraz mniej są zainteresowani poprawą życia współobywateli, a coraz bardziej źle rozumianą ideologiczną czystoscią.

Coraz mniej członkowie lewicowych partii w Europie interesują się pracą na rzecz dobra wspólnego, a zaspokajaniem własnej potrzeby ideologicznej legitymizacji swojej bezczynnosci coraz bardziej. Na mysl przychodzi mi tutaj koleżanka, która szczerze i z pasją twierdzi, że wpis na Twitterze może znaczyć więcej niż dzień prowadzenia kampanii wyborczej na ulicy. Doswiadczenie kampanijne mówi zupełnie co innego.

Cytując polskiego klasyka: przyjaciele, „nie idźcie tą drogą”. Tędy wiedzie prosta scieżka do naszego unicestwienia jako siły politycznej.

Rolą lewicy jest ni mniej ni więcej niż zdobycie władzy w imię i na korzysć większosci obywateli, rozbicie niesprawiedliwego systemu podziału dóbr w społeczeństwie i osiągnięcie solidarnosci między narodami. Naszym celem jest zburzenie nierównosci, rozswietlenie mroków kapitalistyzmu, i demokratyzacja przestrzeni publicznej i relacji posiadania.

Brak wizji naszych liderów i brak ambicji naszego selektoratu to zdrada naszej roli jako nosicieli płomienia gniewu przeciw opresji. I tylko, kiedy wizję i ambicję odzyskamy i skupimy się na wyborczym zwycięstwie, będziemy naprawdę zasługiwali na tytuł reprezentantów narodu, tytuł, który tak często sobie, jako lewica, przypisujemy.

Kuba Stawiski 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s